Dzień dobry! Czyli:

  • Sa Ła Di Krap – Tak mówią Januszki
  • Sa Ła Di Ka – Tak mówią Grażynki,

Jesteśmy w Chang Mai czyli nadal na północy. Dziś był dzień wycieczek fakultatywnych i mieliśmy w sumie niezłą zagwozdkę bo do wyboru była wycieczka do sanktuarium słoni, gdzie samemu przygotowywane się jedzenie dla słoni, potem tapla się z nimi w błotku a na koniec się jeszcze myje. My jednak wybraliśmy trekking i pojechaliśmy na wycieczkę do parku krajobrazowego.

Jak wychodziliśmy z parku to zaszliśmy do małej wioski w której była osada truskawek, za równowartość 2 złotych można było dostać kubek świeżynek prosto z krzaczka. Była też rodzina która pracowała przy zbiorze. Mała dziewczynka, tak na oko 3 latka roztopiła całej grupie serca swoim uśmiechem, zaczęliśmy wiec podchodzić i dawać jej słodycze. Ja jako ambasador Najjaśniejszej Rzeczypospolitej dałem jej najlepsze to co matka polska była w stanie wyprodukować od czasów Grunwaldu- baton Prince Polo. Młoda gdy go dostała, uśmiechnęła się jeszcze bardziej i przytuliła wszystkie słodycze do siebie. Wtedy zrobiło mi się trochę smutno bo zrozumiałem jak bardzo my wszyscy jesteśmy rozpieszczeni i jak często niedoceniany tego co mamy. I nie chodzi tu o wcale o baton, ale o umiejętność cieszenia się z tych najdrobniejszych rzeczy.

Idąc dalej natknęliśmy się na dziko rosnące krzaki kawy, to z czego się robi kawę to pestki jagód kawowca. Sam owoc (jeżeli jest dojrzały) jest słodkawy. Oprócz tego na terenie parku jest najwyżej położony szczyt Tajlandii Doi Inthanen 2565m n.p.m. Na sam szczyt można wjechać samochodem, ale warto mieć coś ciepłego bo temperatura na szczycie to uwaga 16 stopni. Wiec mróz aż piszczy. Podobno w zimie temperatura może spaść nawet do -8 stopni. Jeżeli chodzi o Tajlandię to czysta abstrakcja.