Pamiętam, była bieda
nie było co sprzedać
rozbita rodzina
kaszubska gadzina

Pojawiłeś się nagle
ojcem mi miałeś być
z psychiki zrobiłeś mi magiel
nie miałem jak się bronić

Gdy pijany wracałeś
za ścianą była cisza
wyzywałeś mnie od darmozjadów
dom wariatów zorganizowałeś

Zostało zebrane
co wcześniej posiałeś
strach, paranoja i gniew
nie będzie nigdy oddane

Nie było mi dane
musiało być zbudowane
By siłę w sobie mieć chęć
Ponad lęk się wznieść

Na koniec wszystkiego
powiedz mi proszę
kaszubski kolego
bo urazę w duszy noszę

dlaczego przez lat tyle
powiedz mi jeśli się mylę
byłeś takim człowiekiem
wychodziło z Ciebie bydle

dlaczego pasierba swego
obwiniasz o wszystko
że małżeństwo Ci nie wyszło
a sam do kochanki żeś prysnął