Dziewczyna siedzi przy biurku. Widzę ją przez okno. Siedzi podobnym mieszkaniu naprzeciwko, prawie okno w okno. Podobnie jak i ja oraz całe rzesze innych katuje swój kręgosłup. Być może ma zajęcia, być może pracuje, nie wiadomo. Nawet nie wiem już czy to jest dziewczyna, czy może kobieta. Kto wie, być może właśnie ją obrażam. Obrażąm pisząc „ją”, bo jest niebinarna. Świat podąża po spirali absurdu. Absurdu i gniewu. Z gniewem sobie poradzę, wyłącze telewizję I internet. Odetnę się od politycznych troli, płaskoziemców, zwolenników teorii spiskowych. Ale to wojny się boję. Chociaż jakkolwiek by to nie zabrzmiało, wojna może i mieć swoje zalety. Mogłaby na przykład rozwiązać kwestię: czy osoby niebinarne powinny być wcielane do wojska w razie zbrojnego konfliktu? Być może nagle okazało by się że niebinarni od razu zadeklarowaliby się jako kobiety, bo tak bezpieczniej. Wojna od razu pokazuje co jest w życiu ważne. Ustawia priorytety i w bardzo brutalny sposób weryfikuje kto się nadaje, a kto nie.

Wojna upraszcza wszystkie skomplikowane mechanizmy myślowe, dlatego jest przekleństwem artystów. Na wojnie są rozkazy i nie ma dyskusji. Nie ma miejsca na strefę komfortu.

Dlatego wojny nie będzie, przynajmniej nie tu. Wszak jak prowadzić wojnę kiedy wszyscy siedzą na home office? Po prostu można wjechać czołgami na A1 zatrzymać się tam gdzie się będzie chciało, a w międzyczasie inne rządy wyrażą „zaniepokojenie” I będą straszyć jakimiś sankcjami które, choć na koniec bolą zwykłych ludzi bo uderzają w gospodarkę, nie przynoszą żadnych korzyści dla kogoś kto już jest zdeterminowany ruszyć z czołgami. Albo wyłączyć ludziom internet. Ale na ulice raczej nie wyjdą.

A co jeśli?

Nie. Lepiej nie.

Dziś jest 01.02.2022. To dobra data. Niech tej wojny jednak nie będzie. Niech wszyscy wracają do zdrowia. Niech świat chociaż trochę wróci do normy, bo to nie służy nikomu.